Listopad 4

PRZYBYCIE DO OFLAGU II B ARNSWALDE

Wspomnienie Stanisława Piotrowskiego
Po kilku dniach „wczasowiska” na błoniu stargardzkim ponownie ustawiono nas w piątki i parokrotnie liczono. Po długiej i uciążliwej rachubie, widocznie coś im się nie zgadzało, poprowadzili nas na stację kolejową. I znów krzyki przy załadowywaniu pociągu. Ciekawe, myślałem, dlaczego oni tak stale krzyczą? Czy to im dodaje odwagi? A może uważają, że tym można obezwładnić przeciwnika, przestraszyć? Nie mieli psów, zastępowali brak szczekania gromkimi słowami, podpędzającymi jeńców do szybszego wskakiwania do stojących wagonów.
Tym razem weselej było w zatłoczonych wagonach, bo podano, że jedziemy do bliskiej miejscowości, a tam czekają na nas ogrzane koszary. Ktoś nucił pod nosem: „Dziś tu, a jutro tam…” Rzeczywiście w krótkim czasie przy tradycyjnym nawoływaniu, z dodatkiem oddziału gestapowców trzymających w rękach psy, wysiadaliśmy na stacji Arnswalde (Choszczno). Idąc przez miasto wielu prostowało swe przygarbione plecy, aby nie myśleli przyglądający się cywile, że nas już złamali, że jesteśmy kupą dziadów i oberwańców. Wojna jeszcze się nie skończyła- powtarzano często.
Mroźny był dzień 6 listopada 1939 roku. Iskrzył się śnieg w promieniach jesiennego słońca. Nad kolumną unosiła się para oddechów. Skrzypienie śniegu pod butami maszerującej w nogę kolumny jakby mówiło, że jeszcze żyjemy. Bez uśmiechów, w zadumie i z nie ukrywaną ciekawością przekraczaliśmy bramę prawdziwego obozu Oflagu II B w Arnswalde. Rzucały się w oczy podwójne zasieki drutów kolczastych, okalające wydzieloną część koszar oraz liczne wieżyczki wartownicze wmontowane w ten płot. Widać było przyczajone karabiny maszynowe i przy nich stojących żołnierzy.
Ustawiono nas na dziedzińcu, placu alarmowym byłych lokatorów tej części, 14 pułku piechoty zmotoryzowanej. I znów nie kończące się liczenie, widocznie coś się nie zgadzało. Po przeszło godzinnej bieganinie przedstawicieli abwehry, zapanowała cisza. Polski pułkownik Rudolf Kaleński, obok którego stało kilku oficerów niemieckich, przedstawił się jako starszy obozu, mąż zaufania nas wszystkich, przedstawiciel do rozmów z władzami obozu. Następnie podał komendę:- Baczność!!! Przez bramę, w otoczeniu świty wchodził tyczkowaty stary oficer. Zajął centralne miejsce, stanął na baczność i zasalutował. Obok niego stał tłumacz. Przedstawił się, że jest komendantem obozu. Tłumacz wyrecytował jego nazwisko: – oberst von Lubecke. Ta pokraczna figura wywoływała wśród nas uśmiechy zdziwienia. Duże ostrogi, jak średniowiecznych rycerzy, spadały mu na obcasy butów. Szabla wlokła się za nim.
Teraz opierał się na niej, wygłaszając mowę wojenną.
-Witam panów w Oflagu II B. Jesteście żołnierzami, którym nie dopisało szczęście wojenne. Podstawą każdej armii jest dyscyplina. Domagam się od was sumiennego jej przestrzegania i wykonywania wszystkich moich poleceń. Jednocześnie zaznaczam, że mam odpowiednią ilość wartowników, aby udaremnić każdą próbę ucieczki. Radzę nie próbować. A teraz, zgodnie z moim zarządzeniem, dokonacie zakwaterowania się w blokach przeznaczonych dla was. Mój kwatermistrz poda szczegółowe dane waszemu starszemu obozu. Proszę o zachowanie porządku i dyscypliny.
Pan oberst podobnie jak przyszedł, tak samo odszedł majestatycznym krokiem w otoczeniu swojej świty. Po tej oficjalnej uroczystości powitania podopiecznych przez obersta von Lubecke rozpoczęła się bieganina, montowania grupek do wspólnego zamieszkania.
Warunki zakwaterowania były dobre, jeśli nie bierze się pod uwagę zbytnio natłoczonych izb. Bloki posiadały centralne ogrzewanie, wodę bieżącą, prysznice i ubikacje. Z trudem można było zmieścić się przy stole. Dokoła stały drewniane prycze dwukondygnacyjne i one spełniały najróżniejsze funkcje od stołków zaczynając, a na stołach i hamakach kończąc. Dolne prycze miały jeszcze i tę zaletę, że przy zasłonięciu ich kocem można było uzyskać norę borsuczą, pełne odizolowanie się od współtowarzyszy.
Komendantem mojej izby został porucznik Jabłoński, oficer zawodowy, dowódca kompanii cekaemów na froncie. Człowiek cichy i skromny, o budowie atletycznej, wicemistrz w boksie swojej klasy w armii. Kostek, bo takie miał imię, posiadał nieograniczone zapasy cierpliwości. Najczęściej nie reagował na toczące się spory i kłótnie, choć przysłuchiwał się uważnie. Jedynie dbał o dobre imię swej jednostki i prosił, aby nic nie wychodziło na zewnątrz, to znaczy do majora i pułkownika.
Sienniki zastaliśmy wypchane świeżą słomą, przykryte prześcieradłem w niebiesko- białą kratkę. Podobna była również koperta na koc i poszewka na słomiany podgłówek. Pierwszy raz mile nas to zaskoczyło. Podejrzewaliśmy, że coś się za tym kryje. W krótkim czasie sprawa się wyjaśniła.
Obóz został przewidziany jako pokazowy dla delegatów Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, aby podważać istniejącą opinię na świecie o barbarzyńskim traktowaniu Polaków przez hitlerowskich zdobywców. Błyskawicznie rozeszła się pogłoska, że oberst pruski jest polskiego pochodzenia. Jakoby jego dziad nazywał się jeszcze Lubecki, a szlachectwo otrzymali od Jana Kazimierza. Sam miał to powiedzieć do któregoś z naszych sztabowców.
Pierwsze dni poświęcono sprawom organizacyjnym. Zjawił się fotograf z funkcjonariuszami abwehry. Kolejno, każdego sadzano na stołku, a pod brodą wartownik trzymał tabliczkę, na której kredą wypisywano przydzielony numer ewidencyjny jeńcowi. Tak tworzono ewidencję z dokumentacją fotograficzną. Tak powstawali ludzie numery. A wydana następnie blaszka, nazwana przez nas „psią marką”, stanowiła jedyny i wyłączny dokument tożsamości. Ja otrzymałem numer 876- II B. Następnie przyszła kolej na wypełnianie kart ewidencyjnych i dla Czerwonego Krzyża. Wydano specjalnie wydrukowane blankietowe kartki pocztowe, celem zawiadomienia o swoim miejscu pobytu. Jednocześnie działała polska komisja weryfikacyjna, której zadaniem było zweryfikowanie stopni oficerskich. Z tym wiązała się sprawa wysokości żołdu wypłacanego w lagermarkach.

Wybrał: Andrzej Szutowicz

Literatura
Stanisław Piotrowski W żołnierskim siodle. LSW Warszawa 1982 s.421 – 425

 

obraz3
Fot.Wrzesień 1939 r.Polscy żołnierze drodze do niewoli. Fot. źr. Juliusz Pollack
Obraz 198
Fot. Kawaliera. Stargard Szcz. W tym miejscu mieścił się Dulag – L gdzie przebywali polscy oficerowie – jeńcy przed wysłaniem ich do Choszczna
IMG_9408
Fot. Niemiecka karta pocz. przed 1939 r. Stargard Szcz. Dworzec kolejowy. Stąd późną jesienią 1939 r. przewieziono polskich oficerów do Choszczna.
Obraz1
Fot. Źr.J. Pollack. Izba jeniecka
Oflag II B Arnswalde - Grupa Ofic.
Fot.NN. Zdjęcie zbiorowe oficerów – jeńców Oflagu II B Arnswalde.