Listopad 5

BUKWICA – ZAPOMNIANA ZBRODNIA

Ze wspomnień Ignacego Czecha
bukowicaW Granowie u Niemca Wlueck pracował Ignacy Czech. Pobytu swego nie wspomina dobrze. Podaje się, że w czasie wojny przebywało tam około 180 Polaków, 30 Francuzów, 15 Rosjan, 2 Serbów i 2 Łotyszów. Miejscowe kobiety nazywały ich „zagranicznymi bandytami”.
Pilnował ich wachman, który często nadużywał siły. Pewnego dnia mocno pobił Józefa Ciastka za odmowę pracy w niedzielę. Następnie zamknął go w remizie strażackiej, a na straży postawił miejscowego chłopca z dubeltówką. Robotnicy z Granowa byli dobrze zgrani (oprócz Łotyszów) zorganizowali więc w środku wsi rozróbę. Między Polakiem i Francuzem doszło do sfingowanych przepychanek, które zgromadziły wszystkich robotników. Ponieważ obawiano się większej burdy, strażnik przystał na propozycję wypuszczenia Ciastka, który wg sugestii mógł zwaśnionych pogodzić i tak też się stało. Po tym incydencie nie zamykano już za karę w remizowym areszcie. Wachman zmienił swój stosunek do robotników dopiero po tym, jak został przez nich uratowany, gdy topił się podczas kąpieli w pobliskim jeziorze. Zbliżanie się frontu zachwiało jego psychiką i dostał pomieszania zmysłów. Gdy do wsi wchodzili Rosjanie wszedł na wieżę kościoła i z okna ostrzelał kolumnę Rosjan. Ci go ujęli i rozstrzelali. Polacy serdecznie powitali wchodzącą do pobliskiego Bucholtz grupę żołnierzy radzieckich, zorganizowano dla nich uroczyste przyjęcie, jednak gdy Rosjanie odeszli w kierunku Przekolna zaczęto domagać się od miejscowych Niemców nowych ubrań (ubrań im podczas robót nigdy nie zmieniono). Ze strony Polaków dochodziło do gróźb. Niespodziewanie nadjechali SS-mani. Wyłapano ok. 19 osób i na dziedzińcu miejscowego pałacu wszystkich rozstrzelano. Ignacy Czech dobrze wspomina Rosjan. W czasie walk o Choszczno w Granowie istniał szpital dla rannych, podczas walk doszło do wyrwania się z okrążenia pociągu pancernego, próbującego umknąć w kierunku Krzyża lecz pod Krzęcinem został unieszkodliwiony i doszczętnie rozbity…
Świadectwo zbrodni. Bukwica 1945 – Relacja Jana Rutkowskiego.
bukowica1Bucholtz to dzisiejsza Bukwica. Jest to mała, leżąca na uboczu wioska z pięknym ceglanym pałacem. W czasie wojny właściciel majątku dla podległych mu robotników przymusowych sam wymierzał sprawiedliwość. Szczególnie upodobał sobie na to placyk przed kuźnią. O mającym nastąpić wyroku obwieszczał specjalnie w tym celu wywieszony gong. Swym dźwiękiem zwoływał wszystkich niewolników. Stawali oni przed kuźnią i oznajmiano im co i jak. Następnie na oczach wszystkich chłostano przywiązywanego winowajcę. Jak ktoś powiedział

„p. Schiepp (właściciel majątku) nie był taki zły, kazał chłostać często ale nikogo nie zabił”…

Tak się złożyło, że w okolicy mieszkają jeszcze osoby pamiętające o wspomnianej przez p. Czecha zbrodni. Jednym z nich jest p. Jan Rutkowski z Granowa. Nie był on naocznym świadkiem mordu i nie przebywał w owym czasie na tym terenie. Jest pionierem tej ziemi, który razem z rodziną przyjechał tu po zakończeniu wojny. Przebieg wydarzeń w Bukwicy pamięta z opowiadań swojego szwagra Mieczysława Herta, jednego z dwóch (trzech), cudem wówczas ocalonych. Często zabierał on p. Rutkowskiego do Bukwicy i nie ukrywając łez opowiadał.
bukowica2Z zapamiętanej relacji wynika, że wszyscy robotnicy przymusowi spali na pierwszym piętrze budynku. Istnieje on do dziś, tylko, że jest już parterowy. Gdzieś w minionych latach stracił jedno piętro. Stoi obok pomnika upamiętniającego zbrodnię. Wszyscy robotnicy, a było ich ok. 25, spali na jednej głównej sali. Oprawcy przyjechali czołgiem z Granowa, dowodził nimi dwudziestoparolatek, niejaki Grenda. Według p. Rutkowskiego pochodził z Granowa. Czołg stanął między stodołą a pałacem. Niemcy wyskoczyli z niego i szybko udali się drogą biegnącą przy rowach z gnojowicą (wg innej relacji były to silosy) w kierunku budynku. Szła tędy Rosjanka, która wykonywała poranne prace przy zwierzętach. Podczas mijania jeden z Niemców strzelił do niej. Dziewczyna padła martwa, była w ciąży.
Jej ciało zepchnięto do gnojowicy (silosu). Strzał obudził robotników, zerwali się z łóżek, ale nim się zebrali Niemcy byli już w drzwiach. Wymierzona w nich niemiecka broń całkowicie ich sparaliżowała. Po chwili pojedynczo wypędzano ich na zewnątrz. Tam naprzeciw wejścia stał niemiecki żołnierz, który ich rozstrzeliwał. Podczas jakiegoś chwilowego zamieszania, dwóm robotnikom udało Się odskoczyć i schować za schody. Mieli szczęście. W milczeniu i trwodze przeczekali trwający mord. Nikt ich nie zauważył i nie szukał gdyż Niemcy nie policzyli ile osób znajdowało się na Sali. Gdy oprawcy odeszli wyskoczyli i biegiem, ile sił w nogach, uciekli z miejsca zbrodni. Według p. Rutkowskiego ukryli się w pobliskich polach. Gdzieś za krzakami w bruzdach na dawnym kartoflisku. Faktem jest, że obaj przeżyli, przeżyła też jedna kobieta, która w chwili zbrodni była w oborze.
Wieść o tragedii w Bukwicy rozeszła się po okolicy. Przybyli robotnicy z sąsiednich gospodarstw. Wykopano dużą mogiłę. Z pałacowego salonu kilka osób przyniosło duży dywan, rozłożono go na dnie grobu, a na nim ułożono ciała pomordowanych. Grób zasypano. Dziś w miejscu zbrodni stoi pomnik, a raczej symboliczna mogiła. Dlaczego symboliczna?
Po latach, szczątki pomordowanych ekshumowano i wywieziono z Bukwicy. Gdzie? Niestety nikt tego nie pamięta. Jest to o tyle ważna wiadomość, bo świadczy, że o zbrodni tej pamiętano i najprawdopodobniej było w tej sprawie prowadzone śledztwo. Należy mięć nadzieję, że w aktach IPN są tego ślady i dowiemy się na ten temat jeszcze więcej. Niestety nie zachowały się w ludzkiej pamięci nazwiska rozstrzelanych, także są rozbieżności co do liczby zamordowanych. Mówi się o 19 i o 22 osobach. Przypuszczać można, bo pewności nie ma, że wśród nich byli Polacy, Rosjanie, Francuzi. Z trzech osób, które ocalały, dwie wyjechały za granicę, a Mieczysław Hert był jednym z pierwszych osadników na tych ziemiach. Zmarł 3 maja 1977 r., jest pochowany na cmentarzu w Przekolnie.
Ostatnio trwa wyliczanka zbrodni jakich dokonano podczas walk na Pomorzu w 1945 r. Oczywiście głównym zbrodniarzem jest Armia Czerwona, a w Drawnie zgodnie z „nauczaniem” miejscowego radnego także LWP…
3. Pytania bez odpowiedzi
bukowica3Przy okazji prezentowania historii dawnych niemieckich miejscowości, publikuje się „ zimne” cyfry strat jakie poniesiono w rodzimej ludności w czasie wojny. Często są to pełne imienne listy. Czy ktoś na którejś z tych list znalazł nazwisko polskiego żołnierza powieszonego na przyleśnym drzewie, zagłodzonych i zamęczonych Rosjan, zabitego łopatą lub zastrzelonego robotnika przymusowego. Zapewniam, te śmierci się nie liczą, nic nie znajdziecie (chyba, że gdzieś znalazł się jeden sprawiedliwy), a przecież to też historia tych ziem.Często na łamach gazet w wspomnieniowych artykułach, publikuje się szczęśliwych, uśmiechniętych ludzi. Mundury Wehrmachtu, SS, Hitler Jugend ( HJ ), SA świadczą, że na ogół są to zdjęcia z czasów wojny. Nie trzeba dużej wyobraźni by zechcieć zobaczyć drugą stronę medalu. Wyrwanych z rodzinnych stron, przywiezionych na targ w Choszcznie (przepraszam Arnswalde) i stamtąd „wspaniałomyślnie” wybranych naszych rodaków. Poniewieranych, często głodnych, bez pełni praw, podludzi. A Ci co nie mają rosyjskich wstrętów, zobaczą koryta dla jeńców ( by jedli jak świnie) oraz chowane na specjalnym cmentarzyku w Drawnie ludzkie szkielety „Ruskich”. O krzywdach jakie zadano w pięknych niemieckich majątkach nie chce się dziś wspominać. Niestety ofiary zeszły na margines pamięci.
W zachowanych relacjach z pobytu na robotach jest jedna zgodność, najgorsi byli młodzi z HJ. To nie dziwi, młodzież Rzeszy była chowana według pewnego systemu prania mózgów. Dziś Ci dawni chłopcy i dziewczęta przyjeżdżają autobusami rozpamiętują dawne swoje krzywdy, gwałty, wygnanie itp. Są dla nas wspaniałomyślni, mówią o pojednaniu, o wybaczaniu. I wybaczają, to fakt NAM POLAKOM WYBACZAJĄ. Nie liczy Się los tutejszych Żydów, nie mają znaczenia liczne obozy, lagry, tysiące żyjących w strachu niewolników. Nie ważni rozstrzelani, powieszeni, zagłodzeni, ścięci. Za to nikt z tych autobusów nie przeprasza. Bo po co? Przecież oni NAM POLAKOM WYBACZAJĄ. Często skaczą nad nimi władze, łase, że za symboliczną marmurową tabliczkę sypną się dla gminy wspaniałe niemieckie pieniążki. Niestety powoduje to, że własna martyrologia idzie w cień.
Ofiary niemieckich zbrodni po prostu przeszkadzają. Pojawia się zapomnienie. Tak zapomniano nazwiska powieszonych żołnierzy (Drawno, Choszczno). Zniknęły groby robotników przymusowych zmarłych w Rzecku, Zielenienie, Podegrodziu. Nikt już nie wskaże gdzie był ów tragiczny cmentarzyk „Ruskich” w Drawnie. Na co to komu? Na szczęście są jeszcze miejsca w powiecie gdzie zachowano wyraźne relacje między przyczyną a skutkiem. Dzięki Bogu w Bukwicy mieszkańcy pamiętają, na symbolicznym pomniku stoi dużo wypalonych lampek. Mimo upływu dziesiątek lat wciąż szokuje rozstrzelanie tylu osób tuż przed końcem wojny.

bukowica5 bukowica4 bukowica6 bukowica8 bukowica9 bukw
Opracowali: Gerard Sopiński, Andrzej Szutowicz