Listopad 5

UCIECZKI Z OFLAGU II B ARNSWALDE

„Ucieczka jest dobrym prawem jeńca.
Wy jesteście po to, żeby uciekać,
a my po to, żeby was pilnować.”

Powyższe motto to słowa niemieckiego komendanta Oflagu II B Arnswalde które zapamiętał i zapisał jeniec obozu por. Marek Sadzewicz.
Historia jenieckich ucieczek świadczy o morale, patriotyzmie i honorze społeczności jenieckiej obozu. W okresie pobytu polskich oficerów w choszczeńskim oflagu, praktycznie od początku istnienia obozu organizowano jenieckie wyprawy za druty, jak westchnął jeden z obozowych „Kretów”, po to by

„być na wolności, odetchnąć pełną piersią, poczuć się człowiekiem i zacząć znów działać”

(wg. J. Bohatkiewicza).

Niestety cykl ucieczki nie kończył się z chwilą wydostania się za druty, trzeba było jeszcze pokonać wrogi teren, gdzie każde napotkane dziecko czy niewinnie wyglądający starzec stanowili ogromne niebezpieczeństwo. Nie oszukujmy się, nikt z rodowitych mieszkańców Kreis Arnswalde nie był skory do udzielania pomocy czy nawet informacji uciekinierom. Jedynie na co można było liczyć to na życzliwość i ofiarność licznych w rejonie Polaków – robotników przymusowych.
Pierwszą ucieczkę z obozu zorganizowali nieznani dziś z nazwiska dwaj oficerowie. Przygotowywana była już od pierwszych dni pobytu w Oflagu II B. Sukcesywnie gromadzili sobie zapas żywności, zdobyli nawet mapy i ubrania cywilne. Obserwując system ochrony i nadzoru obozu zauważyli tzw. martwe pole. Czyli miejsca niewidoczne z wież wartowniczych. Codziennie maszerując wokół obozu przygotowywali się kondycyjnie. W wyznaczonym dniu, wieczorem, ukryli się w ciemnym miejscu. Ich koledzy z sali obserwowali zachowanie się wartownika obchodzącego ogrodzenie. W momencie, gdy się odwrócił dali znać umówionym sygnałem świetlnym. Dwaj śmiałkowie założyli na siebie białe prześcieradła. Padał wówczas śnieg i po desce z pryczy (wg. M. Sadzewicza po słupie wzmacniającym węzeł ogrodzenia) sforsowali ogrodzenie i poszli w pole. Śnieg zatarł szybko ślady. Są dwie wersje ich wpadki, pierwsza mówi, że w pierwszym miasteczku do jakiego doszli zapragnęli napić się kawy i to w …. piekarni. Oczywiście ich zachowanie i wygląd wydały się podejrzane i właścicielka zakładu doniosła na żandarmerię.
Druga wersja mówi, że (wg. J. Bohatkiewicza) podczas forsowania płotu jeden z uciekających zahaczył nieopatrznie o drut kolczasty zostawiając na nim zakrwawioną rękawiczkę. Stąd stosunkowo łatwo odkryto ucieczkę. Faktem jest, że uciekinierów szybko schwytano, aresztowano i dość dotkliwie pobito. Następnie odstawiono do obozu. Tu za karę iż przekroczyli „dobrze znane przepisy” otrzymali po trzy tygodnie aresztu. Później przeniesiono ich do innego oflagu, skąd ponownie zbiegli, tym razem skutecznie. Obaj przedostali się do Wojska Polskiego, jeden z nich trafił na Bliski Wschód, a drugi do Anglii, gdzie został lotnikiem. Miał niestety pecha, gdyż podczas jednego z lotów bojowych został strącony i wzięty do niewoli. Znalazł się w obozie dla pilotów.
Pierwsza ucieczka Polaków z Oflagu II B miała zdarzyć się pod koniec 1939 r. lub na początku 1940 r. Za 1939 rokiem optuje M. Sadzewicz, a za styczniem1940 r. J.Bohatkiewicz (Sadzewicz s. 151,152, Bohatkiewicz s.65). Na kolejną próbę nie trzeba było czekać zbyt długo. Grupa konspiratorów pod kierunkiem znanego obozowego aktora por. Józefa Szymańskiego wykorzystała do wykonania podkopu obozową kaplicę. Kopano głównie w nocy posługując się szufelkami do śmieci i puszkami od konserw. Piasek ładowano do specjalnie w tym celu zrobionych woreczków i kosza, po czym przechowywano to na strychu kaplicy. Nad ranem prace ustawały, a po otwarciu drzwi kaplicy „kopacze” schodzili ze strychu i mieszali się z kolegami ćwiczącymi poranną zaprawę fizyczną. Tak podkop osiągnął linię ogrodzenia. Zagrożenie przyszło z nieba. Może i dlatego, że nie do modłów wykorzystano kaplicę. W skutek ulewnych deszczów ziemia rozmokła się na tyle, że bieg podkopu zaznaczały liczne pęknięcia. Z trwogą czekano na rozwój wypadków. Przerwano prace. Nieszczęście zdarzyło się szybko. Obchodzący ogrodzenie oflagu, niemiecki podoficer, raptownie pod własnym ciężarem zarwał ostemplowanie podkopu i wpadł w głęboką dziurę, tym samym odkrywając tunel podkopu. Wystraszony biedak zaczął wrzeszczeć. Wszczęto alarm lecz mimo przeprowadzenia dochodzenia sprawców nie znaleziono. Niemiecki komendant zarządził zamykanie kaplicy, a płk Adamowi Sawczyńskiemu miał powiedzieć ubolewając

„tyle pracy poszło na marne.”

Por. Józef Szymański miał pseudonim „Siusiu Klapka”. Przezwisko swoje zawdzięczał refrenowi piosenki, którą śpiewał w teatrze. Mało kto wiedział, że prowadził podwójne życie. W dzień jako ulubieniec publiczności rozbawiał kolegów na deskach obozowego teatru. A w nocy rył podkop. Gdy w największej obozowej ucieczce zwiał, krążyły o nim humorystyczne legendy, że zwiał w przebraniu kominiarza lub wyfrunął kominem, a to dlatego, że ostatnią jego rolą graną w teatrze był kominiarz.
Na kolejną ucieczkę nie trzeba było długo czekać. W nocy 13 maja w Zielone Święta uciekło z Oflagu 21 oficerów. Był to efekt rozpracowania systemu grzewczego koszar, a tym samym i obozu. Kotłownia zasilająca w ciepło znajdowała się za drutami obozu, a instalacja centralnego ogrzewania biegła do koszarów specjalnymi kanałami. Między blokiem III i IV organizatorzy ucieczki przecięli pilnikiem skobel klapy zamykającej kanał, następnie u jego wlotu wywarzyli kratę ochronną będącą w kotłowni. Ucieczkę zamierzano zrealizować etapami, gdyż na następną noc zaplanowano wyprowadzić z obozu kolejną grupę. Niestety, z powodu donosu ta faza planu nie została zrealizowana . Bardzo szybko jeniecki kontrwywiad ustalił, że owym donosicielem okazał się volksdeutsch chor. Rolbiecki. Został on już publicznie wskazany na doraźnym nagłym apelu o godz. 14 zwołanym po wykryciu ucieczki. Kilkaset oficerów opluło Rolbieckiego tak, że wyglądał jak jedna wielka plwocina. Nie było wiec wyboru, Niemcy odseparowali donosiciela od braci jenieckiej, a następnie przenieśli do innego obozu. Wprowadzono też restrykcje dla jeńców, zakazano wysyłać listy, odbierać paczki, ograniczono do minimum godziny spacerów, pozabierano koce, chlebaki, manierki, suchary itp. Tego samego dnia złapano dwóch oficerów, a do 18 maja ośmiu, w następnych dniach schwytano kolejnych 9 . Jednak pięciu oficerom udało się uciec, byli to porucznicy: Józef Szymański (ten od podkopu), Bolesław Skirmut, Józef Cyrkowiak, Kazimierz Józefczyk i Zbigniew Skulski. J. Bohatkiewicz wspomina o następnej udanej ucieczce w dniu 2 lipca 1940 r. Wykorzystując wyjście szeregowców do pracy w polu, niezauważenie dołączyło do nich kilku oficerów, którzy do obozu już nie wrócili. Tak w prosty sposób ci nieznani z nazwiska śmiałkowie odzyskali wolność.
Do tragedii doszło rok później. 14 maja 1941 r. podczas próby ucieczki zginął zastrzelony przez niemieckiego wartownika ppor. rez. Franciszek Kotuniak (w cywilu był nauczycielem) został pochowany na cmentarzu w Choszcznie. Z punktu widzenia wojskowego najważniejsza ucieczka została zrealizowana we wrześniu 1941 r. Była ona zorganizowana przez najwyższe szczeble władz konspiracji obozowej, ze względu na wagę zadania nie mogła się nie udać. Uciekinierzy, a było ich trzech, otrzymali rozkaz przekazać do KG AK szyfr do tajnej korespondencji oraz ustalić zasady łączności między krajem i obozem. Por. Józef Leszczyński, ppor. Czesław Kosek i ppor. Jerzy Dobrski po szczęśliwym dotarciu do Warszawy zadanie komendy oflagu wykonali. Na początku 1942 r. do obozu dotarł pierwszy list napisany przekazanym przez zbiegów szyfrem. Zawierał on wiadomość, że wkrótce zostaną przesłane do obozu dwie paczki zawierające szyfr obowiązujący między obozami jenieckimi a KG AK oraz instrukcje i rozkazy. Paczki te po przyjściu zostały odebrane z pominięciem cenzury obozowej. Tym samym Oflag II B zyskał pełną łączność z władzami Polski Podziemnej.
Jeden z oficerów francuskich Pierre Flament, który razem z kolegami oczekiwał w Bornym Sulinowie na transport do Choszczna wspomina w swojej książce, że

„14 maja 1942 roku wieczorem przybył z Arnswalde do Gross Born pierwszy transport oficerów polskich. Dwóch spośród nich skorzystało z okazji i uciekło w czasie podróży lecz Niemcy byli na ich tropie”.

Ucieczka ta miała dość dramatyczny przebieg. Otóż dwaj oficerowie wyskoczyli przez okienko wagonu towarowego. Konwojenci niemieccy od razu ich zauważyli i otworzyli ogień. Skutek był taki, że sami się poranili, a zbiegom udało się ukryć w lesie. Jeden z nich otrzymał postrzał w palec, który zwykłym scyzorykiem odciął mu towarzysz ucieczki. Niestety obaj uciekinierzy następnego dnia zostali ujęci i odstawieni do obozu. „ Za samowolne oddalenie z transportu” otrzymali po 21 dni aresztu. Bilans tej ucieczki oceniano jako dodatni, gdyż przy stracie jednego palca dwóch rannych Niemców znalazło się w szpitalu. Była to ostatnia ucieczka, którą można zaliczyć na konto Polaków- jeńców Oflagu II B Arnswalde. W historii ucieczek z Oflagu II B kontrowersje budzi próba wykonania podkopu na przełomie 1941/1942 r. Wspomina o niej Juliusz Pollack, który sam był jeńcem Oflagu w Choszcznie.
Podkop miało zrealizować kilkunastu oficerów. Budować go miano w biały dzień, a wejście ukryto pod zasłoniętym kocami stolikiem, przy którym grano w brydża. Gdy prace były stosunkowo zaawansowane na skutek donosu volksdeutscha całe przedsięwzięcie zostało odkryte. Niestety, opis ten wzbudza wiele wątpliwości, gdyż raczej jest mało prawdopodobne aby pod zwykłym stolikiem do brydża (który mimo wszystko na noc trzeba było co najmniej odsłonić) trwały tak poważne prace. Opis brydżowego stolika zastosowanego do ucieczki pojawia się także u J. Bohatkiewicza. Stolik zakryty kocami miał zasłonić właz do kanałów grzewczych podczas przygotowania największej (opisanej powyżej) ucieczki z obozu. Ponieważ w tym opisie pojawił się również wątek zdrady chor. volksdeutscha Rodbieckiego z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć można tezę, że J. Pollack pomylił fakty i próby wykonania podkopu z zastosowaniem stolika brydżowego i kocy.

Opracował mjr Andrzej Szutowicz

Literatura :

Marek Sadzewicz „ Oflag” Wyd. PIW W-wa 2005 r. s.150-155
Józef Bohatkiewicz „ Oflag II B Arnswalde” Wyd. KiW W-wa 1974 r. s.64-70.
Juliusz Pollach „ Jeńcy polscy w hitlerowskiej niewoli”
Wyd. MON 1982 r. s. 113-114
Gracjan Bojar – Fijałkowski „ Losy jeńców wojennych na Pomorzu Zachodnim i w Maklemburgii
1939-1945” Wyd. MON W-wa 1979 r. s. 280-288.
Grzegorz J. Brzustowicz „ Ostatnie stulecie miasta Arnswalde ( 1815-1945)”

Fot. Cmentarz wojenny. Grób por.Franciszka Kotuniaka. Został zastrzelony podczas próby ucieczki.
Fot. Cmentarz wojenny. Grób por.Franciszka Kotuniaka. Został zastrzelony podczas próby ucieczki.
 Zdj.Widok na „wolność”. Fot. wł. E.Jacheet
Zdj.Widok na „wolność”. Fot. wł. E.Jacheet
Zdj. Wieża strażnicza. Fot. wł. E. Jacheet
Zdj. Wieża strażnicza. Fot. wł. E. Jacheet
Zdj.To ogrodzenie trzeba było pokonać. Fot. wł. E. Jacheet
Zdj.To ogrodzenie trzeba było pokonać. Fot. wł. E. Jacheet