Listopad 5

NAJSTARSZY OFLAGU II B ARNSWALDE

Morawski (Dzierżykraj-Morawski) Witold Józef (ur. 27 .03.1895 — 9.11.1944), pułkownik dyplomowany kawalerii /generał brygady WP, uczestnik powstania wielkopolskie¬go, wojen; 1920 r. oraz 1939 r., starszy Oflagów Arnswalde II B i Gross Born II D organizator życia kulturalnego i ruchu oporu w obozach oficerskich. Dowódca konspiracyjnej Polskiej Organizacji Wojskowej „Odra”.
Ku niepodległej Polsce
Urodził się w majątku rodowym w Oporowe w rodzinie ziemiańsko – arystokratycznej wielce zasłużonej dla Polski i Wielkopolski. Był wnukiem Józefa Nikodema, synem ziemianina Ignacego (1852— 1909), i Julietty z Łubieńskich. Jego krewni zarówno z przeszłości jak i mu współcześni byli wybitnymi profesorami, politykami ,wojskowymi .Z tego rodu wywodził się powstańczy minister wojny z 1831 r. gen. Franciszek Dzierżykraj – Morawski znany także jako poeta i krytyk. Można rzec ,że Morawscy genetycznie byli pasjonatami literatury. Swego czasu w ich posiadłościach przebywał Adam Mickiewicz. Witold Morawski w 1913 r. ukończył gimnazjum humanistycznego w Lesznie Wielkopolskim. Po maturze, 23.06.1913 r. powołano go do służby wojskowej w armii niemieckiej. Po przeszkoleniu wojskowym kontynuował naukę na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Rozpoczęte studia prawnicze przerwała mu wojna. Od 5.08.1914 r. walczył jako podchorąży, podporucznik (1915 r.) i porucznik (1818 r.) w cesarskim Regimencie Kirasjerów Gwardii. Uczestniczył w walkach nad Yserą, Sommą, w Szampanii i w przełamaniu frontu pod St. Quentin. Od 21.03.1915 r. był dowódcą kompanii karabinów maszynowych. W dalszych latach wojny pełnił różne funkcje w sztabie brygady. Dwukrotnie został odznaczony za męstwo Krzyżem Żelaznym: w dniu 4.04.1915 r. II klasy i w dniu 27.01.1917 r. I klasy. Ranny, przebywał w szpitalu, po czym został przeniesiony do rezerwy i zwolniony z armii 10.09.1918 r. Od 11 .11. 1918 r. do 27 .12 1918 r. działał w konspiracji wielkopolskiej Po wybuchu powstania wielkopolskiego, zgłosił się w dniu 1.01.1919 r. do dyspozycji Dowództwa Głów¬nego Wojsk Powstańczych i tam otrzymał przydział do Sekcji Operacyjnej. Zaangażowany został przy opracowywaniu planów działań na froncie północnym, (Szubin, Żnin , Łabiszyn)… Od 25 I 1919 . na podstawie rozkazu Dowództwa Głównego przydzielono go na dowódcę 3-go dywizjonu 1 pułku Ułanów Wielkopolskich , przekształconego w styczniu 1920 r. w 15 p uł. 30.III.1919 r. Dekretem Komisariatu NRL awansowany został do stopnia rotmistrza.
W szeregach pułku brał czynny udział w walkach z Niemcami. Następnie skierowany został do komisji egzaminacyjnej dla kandydatów na podoficerów kawalerii działającej przy sztabie Brygady Jazdy Wielkopol¬skie w Lesznie.
W wojsku II Rzeczypospolitej
Dekretem z dn. 1. IV 1920 r. został zweryfi¬kowany w stopniu rotmistrza WP. W wojnie 1920 r. był szefem sztabu 7 Bryg. Jazdy Wielkopolskiej i brał udział m. in. w bitwie pod Komarowem, za wykazane w tej bitwie męstwo otrzymał srebrny krzyż orderu Virtuti Militari .Walczył także na Ukrainie, Wołyniu i Podolu. Skierowany w styczniu 1921 do Szkoły Sztabu Generalnego w Warszawie, późniejszej Wyższej Szkoły Wojennej, został przyjęty bez egzaminów na drugi rok studiów .Szkołę ukończył w tym samym roku z dobrą, czwartą lokatą, uzyskując we wrześniu tytuł rotmistrza dyplomowanego. Po studiach otrzymał przydział do 8 pułku ułanów im. ks. Józefa Poniatowskiego. Po tym epizodzie skierowany został do pracy w sztabie referatu 2 Inspektoratu Armii nr 2. z siedzibą w Warsza¬wie, obejmującego Okręgi Generalne: Warszawa, Łódź, Białystok. Od końca 1922 r. był referentem Wydziału Niemieckiego w Oddziale II Sztabu Gen. Następnie został wykładowcą taktyki w Centralnej Szkole Kawalerii w Grudziądzu. Po awansie do stopnia majora (1 VII 1923), w grudniu 1923 r. został attaché wojskowym przy ambasadzie polskiej w Bukareszcie. Witold Morawski był człowiekiem o wielkim uroku osobistym. Znał języki obce, interesował się poezją. Był wysoki, przystojny, , młody, bogaty, a do tego był kawalerem. Nic więc dziwnego że uchodził za zdobywcę kobiecych serc. Jedna z ówczesnych najwybitniejszych poetek Rumunii, królowa Maria zauważyła go spośród wielu wojskowych dyplomatów. W marcu 1926 r. powrócił do służby czynnej w kraju. Objął dowództwo 1 a potem 2 szwadronu 17 pułku Ułanów Wielkopolskich im. króla Bolesława Chrobrego w Lesznie,. W czasie zamachu majowego brał udział w walkach po stronie rządowej i był oficerem łącznikowym, gen. dyw. Kazimierza Ładosia ( dowodzącego w rejonie Ożarowa grupą oddziałów przybyłych z Poznańskiego i Pomorza ) do gen. Tadeusza Rozwadowskiego Po zamachu przeszedł do pracy w oddziale II Sztabu Generalnego na stanowisko kierownika referatu. W 1928 r. powrócił do dyplomacji na polskiego attache wojskowego w Berlinie. W styczniu 1929 awansował do stopnia podpuł¬kownika. Dla zmylenia kontrwywiadu niemieckiego stwarzał pozory zainteresowania głównie życiem towarzyskim Berlina. Poznał osobiście także Marlenę Dietrich, gdy była jeszcze u progu wielkiej kariery. Za zasłoną życia salonowego, zbierał cenne materiały niezbędne dla obronności Polski. Ta działalność spowodowała zorganizowanie na niego przez niemiecki kontrwywiad nagonki prasowej. Chcąc uniknąć przymusowego wydalenia , został na własną prośbę odwołany z placówki…
1-go kwietnia 1932 otrzymał przydział na dowódcę 25 pułku Ułanów Wielkopolskich, stacjonującego w osiedlu Kruszarka niedaleko m. Prużana na Polesiu .Był inicjatorem budowy ujeżdżalni pułkowej co zaowocowało doskonałymi lokatami podległych mu ułanów w konkursach hipicznych. Za własne pieniądze wybudował w Prużana kasyno oficerskie, które stało się ogniskiem życia towarzyskiego kadry oficerskiej. W kasynie tym powiesił swój duży portret pędzla Wojciecha Kossaka. Sam chętnie przewodniczył spotkaniom w kasynie i brał udział w pogawędkach i rozrywkach oficerów. Do swoich przyjaciół zaliczał osiadłego w Polsce jednorękiego generała brytyjskiego Carton de Viart’a, Generał był Jego kompanem w polowaniach na Polesiu, podobnie jak książę Karol Radziwiłł z Mankiewicz , Na polowania zapraszali Morawskiego starzy księstwo Czartoryscy, Mielżyńscy oraz Potoccy z Krzeszowic, a właściciel Łańcuta hr. Alfred Potocki był jego serdecznym przyjacielem. Pomimo powodzenia u kobiet Witold Morawski nigdy się nie ożenił. Łączyło go gorące uczucie z księżniczką Zofią Lubomirską niestety w skutek wierności stanowi kawalerskiemu ich drogi rozeszły się. Księżniczka Zula bo tak ją nazywano, nie była pięknością lecz miała dużo osobistego uroku, zgrabną figurę i trochę egzotyczną twarz. Była kobietą inteligencji, żywą, bystrą, towarzyską i elokwentną, Jej pierwszym mężem był jeden z największych właścicieli ziemskich w Polsce znacznie od niej starszy hr. Konstanty Przezdziecki, z którym miała jedną córkę Gabrielę. Konstanty Przezdziecki był byłym dowódcą carskiego gwardyjskiego pułku kawaleri a w WP min ułanem jazłowieckim. Był właścicielem hotelu „Polonia” i jednym z głównych akcjonariuszy i członkiem zarządu hotelu „Europejski” w Warszawie. Małżeństwo to skończyło się rozwodem. Po rozstaniu z Morawskim w 1933 r. nie pierwszej już młodości księżna Lubomirska wyszła za mąż za przystojnego oficera kapitana Stefana Humnickiego,. Ślubu udzielił im kardynał August Hlond…Ostatecznie Humniccy wyemigrowali do Brazylii, ks. Zula zmarła 10.03.1981 r. w wieku prawie 90 lat, w trudnych warunkach materialnych jej maż 20 lat wcześnie.. Córka jej. Gabriela po mężu ks Lubomirska osiadła w USA. W dobie światowego kryzysu Witold Morawski zaopiekował się swoją siostrą Aleksandrą, wdową po gen .Bukowieckim. Natomiast dla siostrzeńców ustanowił coś w rodzaju stypendium na pokrycie kosztów wychowania i nauki. Majątkiem w Oporowie zajmował się administrator inż. Cybulski oraz kuzyn Krzysztof Morawski . Witold Morawski oprócz koni uwielbiał także motoryzację .Co objawiało się szybką jazdą. W 1931 r. miał poważny i tragiczny w skutkach wypadek jadąc z nadmierną szybkością uderzył w drzewo i rozbił samochód .Morawskiemu nic się nie stało. Jednak w wyniku odniesionych obrażeń powypadkowych zmarł w szpitalu w Ostrowie Wlk jadący z nim przyjaciel hr. Aleksander Skrzyński, w latach 1922-1923r minister spraw zagranicznych. i w latach 1925-1926. premier rządu RP
Na pułkownika awansował dn. 01.01 1935 r. z pierwszą lokatą w korpusie oficerów kawalerii. W maju po zawarciu paktu o nieagresji udał się do Niemiec jako członek polskiej delegacji wojskowej której przewodniczył gen. bryg. Tadeusz Kutrzeba. Rok później został oficerem sztabowym w Inspektoracie Armii we Lwowie , na czele tego Inspektoratu stał inspektor armii generał dywizji Kazimierz Fabrycy. Płk Morawskiemu powierzono zagadnienia związane z usprawnieniem działalności sztabu.
Od lipca 1939 r. został szefem sztabu Armii „Karpaty” I na tym stanowisku zastała go wojna . 06.09 został szefem sztabu Armii „Małopolska” powstałej z resztek Armii „Karpaty” i „Kraków” Dowódcą armii był gen Fabrycy. Niestety jako dowódca zawiódł, uległ depresji związanej ze śmiercią bliskiej osoby i 10.09.1939 r. opuścił swoje wojska.. Po porzuceniu armii przez generała Fabrycego, pułkownik Morawski starał się jak mógł utrzymać żołnierską karność. Podporządkował się dowódcy nowoutworzonego Frontu Południowego gen. broni Kazimierzowi Sosnkowskiemu. Morawski połączył się z nim i udali się do walczących na przedpolach Lwowa resztek dwóch związków taktycznych 11 DP i 38 DP.,
Niewola –działalność w oflagach
Gdy Armia Czerwona wtargnęła do Polski sytuacja stała się beznadziejna. Postanowiono przedzierać się do Francji. Generał zwrócił się do pułkownika, aby zorganizował jakiś transport ( podwodę). Podczas wykonywania tego zadania Morawski został ranny i 23.09. 1939 r. w miejscowości Dobrosin koło Żółkwi został wzięty do niemieckiej niewoli. Niemcy schwytali oficera którego poszukiwali już specjalnymi okólnikami od 03.09 1939 r. Zarzucano mu min wydanie polecenia rozstrzeliwania jeńców. Po dostaniu się do niewoli ranny płk Morawski został umieszczony w krakowskim szpitalu. Przebywał tam od 10.11.1939 r. do 28.12.1939 r .Podczas leczenia grono przyjaciół podjęło próbę wydostania go z niewoli , niestety bezskutecznie. Zadecydowało oficerskie słowo honoru które dał Niemcom ,że z szpitala nie ucieknie. Następnie przebywał w Krakowskim Dąbiu i 7.01.1940 r. przewieziono go do Oflagu XI B Braunschweig.( niektóre źródła podają, że pierwszym oflagiem był Laufen VII C ). 25 czerwca 1940 r. przewieziono go do Oflagu II C Woldenberg. 3.09.1941 r. Został wybrany starszym obozu „ Zachód” .Był tam jednym z organizatorów pracy kulturalno – oświatowej , propagatorem literatury i historii. Mimo ,że uchodził za znawcę spraw militarnych i polityki nie przewidział ataku niemieckiego na ZSRR. Za kategoryczną odmowę odczytania w barakach oficerskich i szeregowych rzekomego listu z kraju, o radzieckich okrucieństwach na wschodzie i zwymyślanie namawiającego go do tego oficera Abwehry, został pozbawiony zajmowanej funkcji. 03. września 1941 r. trafił do Oflagu II B w Arnswalde – Choszcznie. Od 28.09.1941 r. do przeniesienia polskich oficerów z tego obozu (w dniu 14.05.1942 r.) był starszym obozu. W Choszcznie rozwinął i zreformował działalność konspiracyjną. Pod jego kierunkiem zorganizowano grupy bojowe, podzielił je na plutony i drużyny. Nawiązano stałą łączność z krajem i z Polakami będącymi na robotach przymusowych. Podjęto próby pozyskania agentów spośród załogi niemieckiej. Przystąpiono do gromadzenia broni. Morawski patronował jenieckiemu Funduszowi Samopomocy. Preferował naukę języków obcych, dając sam przykład ucząc się języka rosyjskiego. W tym zakresie osiągnął pewien sukces, gdyż przetłumaczył z oryginału znaczne fragmenty „ Eugeniusza Oniegina” Puszkina. Wspierał działający w oflagu Teatr Symbolów i obozową prasę.
Doprowadził do usunięcia z ważnych funkcji obozowych oficerów volksdeutschów. W konsekwencji oficerowie ci zostali zabrani z obozu. Świadczy to o autorytecie jaki miał w niemieckiej komendzie. A niemieccy żołnierze oddawali mu honory wojskowe na zasadzie starszeństwa. Miał także swoje wybryki wobec podwładnych. Rekompensował je swoim zachowaniem wobec Niemców.

„Satysfakcja widzieć, jak spogląda na nich z góry. A oni skaczą przy nim jak małe pieski.”

Po przeniesieniu ( wymianie) oficerów do oflagu II D w Gross Born [obecnie Borne Sulinowo (Kłomino)]. Witold Morawski kontynuował swoje zainteresowania humanistyczne. Osobiście angażował się w prace obozowego Koła Literackiego, którego był członkiem. Na jednym z takich zebrań zademonstrował efekt swojej pracy jako tłumacza. Przekład „ Oniegina” wzbudził znaczne zainteresowanie. Współjeniec red. M .Sadzewicz nie ukrywał nawet swego zachwytu;

„Jeżeli płk. Dzierżykraj wyniesie z obozu ten utwór, ten jeden przekład, to przestanie być pułkownikiem, byłym jeńcem, kawalerzystą, snobem i kawalerem wysokich odznaczeń wojskowych. Za to na zawsze, na teraz i dla potomności pozostanie genialnym tłumaczem jednego wiersza. Puszkina. I to mu wystarczy za tytuł, za wszystkie grzechy i zasługi.”

Był barwną postacią nie pasującą do ponurych warunków obozowych. Do których, trzeba przyznać, swoiście się przystosował .Zorganizował sobie swoisty dwór z feudalnymi stosunkami. Gdzie role służby odgrywali oficerowie zwani „waletami”. Wspomniany Marek Sadzewicz napisał w „Oflagu” ;

” Waleci są to młodzi ludzie tworzący dokoła płk. Dzierżykraja rodzaj jego dworu. Korzystają z lepszych kwater przy dowództwie oraz z blasku monarszego, jaki roztacza dokoła siebie płk. Dzierżykraj. W zamian za to muszą mu gotować, biegać na posyłki, grać z pułkownikiem w karty, co jest połączone z wysłuchiwaniem wymyślań. Do ich obowiązków należy ponadto odgrywanie zbiorowej roli wdzięcznego audytorium.
A płk. Dzierżykraj lubi sobie pogadać, być słuchanym i lubi, żeby śmiano się z jego anegdot. Zresztą nie można mu odmówić dużego talentu ceuseura, popartego kulturą umysłową, oczytaniem i obyciem w świecie. Posiedzenia towarzyskie u Dzierżykraja miewają zresztą różny poziom i różny charakter. Niekiedy pułkownik zaprasza do siebie poetów, pisarzy, uczonych i prowadzi z nimi piękne dysputy. Sam zresztą jest czynnym członkiem Klubu Literackiego, jego odczyty na tematy literackie i historyczne, utrzymywane w formie lekkiej, dowcipnej i kulturalnej, cieszą się dużym powodzeniem. Płk. Dzierżykraj – to w dużej mierze typ salonowego pięknoducha w nieco encyklopedycznym, nieco dziewiętnastowiecznym, nieco snobistycznym stylu…
…Przy całym swoim lenistwie imponuje właśnie tym, że na wszystko ma czas.
I na sprawy obozowe, którym więcej poświęca, niż ci się zdaje, i na lekturę języków ( w obozie nauczył się rosyjskiego, włoskiego i angielskiego, znając już niemiecki i francuski), i na twórczość literacką, i na udział w życiu kulturalnym, i na karty, i na niewybredną zabawę przy kieliszku.
Nie zapominaj też o jego tajnej działalności wojskowej.” …

Szczególnie rozwinął pracę konspiracyjną, przygotowując obóz do działań w związku z zbliżającym się frontem. Jako komendant konspiracyjny obozu ( zatwierdzony przez Komendę Główną AK 6.VII.1943 r.) działał w kierunku stworzenia systemu oporu przeciwdziałającego ewentualnej próbie fizycznej likwidacji jeńców. Zorganizowano i uzupełniono grupy szturmowe w postaci dwóch batalionów szturmowych, grupy lotniczej, łączności , artylerii, saperów. Na wypadek podjęcia akcji zbrojnej przygotowano pod sceną Teatru Symbolów schron dowodzenia. Już pod koniec 1942 r. Morawski nawiązał kontakt z działającą na Pomorzu organizacją „ Odra”, która podlegała inspektoratowi AK w Bydgoszczy. Członkami „ Odry” byli żołnierze, podoficerowie i robotnicy wywiezieni i przymuszani do pracy na rzecz Niemiec. „ Odra” działała od Ustki, Słupsk po Szczecin. Dokonała szereg akcji dywersyjnych i ostrzegawczych, a szczególnie prowadziła działalność wywiadowczą. Obserwowano ruchy wojsk, gospodarkę, rozpracowywano system fortyfikacyjny i komunikacyjny. „ Odra” udzielała pomocy zbiegłym jeńcom i robotnikom. Podlegała jej także szczecinecka grupa dywersyjna kpt. Adamowicza.
Na mocy rozkazu przełożonych płk. Morawski przejął kierownictwo „ Odry”, spowodowało to, że ośrodek decydencki organizacji znalazł się w obozie Gross Born II D. Posiadał pseudonim organizacyjny „ Konrad Wallenrod”. „ Odra” została włączona w tryb przygotowań do samoobrony obozów jenieckich. Morawski nawiązał ścisłą współpracę konspiracyjną z Oflagiem II C w Woldenbergu. Łączność z Woldenbergiem utrzymywał przez jeniecki szpital w Stargardzie Szczecińskim. Innym głównym punktem kontaktowym „ Odry” był szpital w Czarnem. Morawski był przeciwny zbytniej rozbudowie działalności konspiracyjnej. Jednak przychodzące z KG AK rozkazy wykonywał. Szczególnie kontrowersyjny okazał się rozkaz utworzenia poza obozowymi drutami uzbrojonego oddziału do zadań dywersyjnych. Broń oddział miał otrzymać z zasobów obozowych, w których zdołano zgromadzić kilkadziesiąt sztuk pistoletów, karabinów i bagnetów.
Jego osobistym sukcesem było przygotowanie i zorganizowanie w Oflagu igrzysk olimpijskich. Był przewodniczącym Obozowego Komitetu Olimpijskiego .Igrzyska przebiegły dwutorowo. Obok konkurencji sportowych były także „ zmagania artystyczne”. Licząca ok. 800 członków „ Odra” była już zbyt rozrośnięta.
Dekonspiracja i aresztowanie
Niemcy podejrzewali Oflag II D Gross Born o zorganizowaną działalność konspiracyjną.
W połowie 1944 r. nastąpiła katastrofa. Wg jednej z wersji przyczyną jej była zdrada byłego sekretarza Związku Polaków w Sobocie. Otóż wskazał on Niemcom pracującego w szczecineckim młynie bosmana Jerzego Kąkola, jako łącznika organizacji. Pewnego dnia przejeżdżający wozem z chlebem dla obozu żołnierze polscy przywieźli dla bosmana Kąkola przesyłkę papierosów. Ponieważ Kąkola nie było, przesyłkę tę zobowiązał się dostarczyć mężczyzna z naszytą literą „ P”. Żołnierze zaufali mu i zostawili papierosy. Nieznajomy okazał się niemieckim agentem ( lub osobistym wrogiem bosmana który paląc papierosa zauważył zapisaną kartkę). Gestapo sprawdziło wszystkie pojedyncze sztuki papierosów i znaleziono dyrektywy dla placówek „ Odry” związane z wybuchem Powstania Warszawskiego. ( inna wersja mówi ,że dokumenty konspiracyjne znaleziono w koszu mleczarni w Szczecinku ). Był to niezbity dowód na istnienie organizacji z jej ośrodkiem dyspozycyjnym w Oflagu II D. Aresztowano blisko 200 osób, ocalał tylko ośrodek w Czarnem. We wrześniu 1944 roku rozpoczęto aresztowania w oflagu. 7 września 1944 r. płk Morawski został wezwany do komendy obozu, tam został przekazany przybyłym funkcjonariuszom gestapo. Razem z nim aresztowano mjr Wiesława Hołubskiego mjr Bronisława Wandycza i por. Eugeniusza Kloca. Mimo protestów najstarszego rangą polskiego jeńca gen. bryg. Kmicica Skrzyńskiego komendant obozu gen. mjr Stengl był bezradny, gdyż otrzymał rozkaz o wydaniu jeńców z Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu. Istnieje także wersja, krążąca wśród oficerów, jeńców oflagów, że z pułkownikiem Morawskim kontaktowali się oficerowie niemieccy, członkowie spisku na życie Adolfa Hitlera. Zamach z 20.07.1944 r. nie udał się, a jego inicjatorzy zostali straceni. Aresztowanie pułkownika Morawskiego wiązano z ewentualną zdradą któregoś z uczestników spisku. Istniały przypuszczenia, że oficerowie Wehrmachtu chcieli związać się z dobrze przygotowaną kadrą oficerską wojska polskiego dla przeciwstawienia się siłom SS i SA. W oficjalnych opracowaniach historycznych brak jest potwierdzenia tej wersji wydarzeń . Zatrzymanie przełożonego tak zapamiętał jeden z jeńców:

„Z miejsca, w którym siedzimy, widoczny jest dobrze barak dowództwa, dokąd udał się płk. Dzierżykraj. Teraz zauważyliśmy, że do baraku dowództwa wszedł żołnierz z abwehry. Wkrótce wyszedł. Za nim Dzierżykraj, dopinając po drodze mundur i pas. Widocznie wezwano go do generała niemieckiego. Po upływie kilku minut zjawili się znowu dwaj żołnierze niemieccy. Weszli do mieszkania pułkownika. Wkrótce wyszli, niosąc jakieś walizki…Za bramą stał kryty samochód. Przy samochodzie mundury SS i gestapo.”

( M. Sadzewicz) Inny jeniec plut. Stanisław Paprzycki także wspominał to wydarzenie;

”Widziałem jak płk Witold Morawski szedł w towarzystwie dwóch oficerów niemieckich do wartowni. Po kilku minutach. w towarzystwie tych samych oficerów wsiadł do samochodu i odjechał. Ostatni raz wtedy widziałem naszego starszego obozu, wspaniałego człowieka, bezkompromisowego jeśli chodzi o dochodzenie słusznych praw jenieckich i gorącego patrioty. Pułkownik jak zwykle miał wyraz twarzy pewny a swoją wysoką sylwetką, górował nad swoimi prześladowcami. Kiedy przechodził obok nas widziałem jednak na jego twarzy rzadko pojawiający się grymas zakłopotania. Zdawał widocznie sobie sprawę z tego, że dokonane właśnie jego aresztowanie wynika z posiadania przez Niemców poważnych dowodów obciążających zarówno jego samego jak organizację, którą kierował przez kilka lat. Za chwilę dostrzegłem, że na zewnątrz obóz był już otoczony wzmocnionymi posterunkami…”

” Niemcy widocznie spodziewali się oporu przy aresztowaniu pułkownika. Dlatego wzięli go podstępnie nie oświadczając, że jest aresztowany lecz wzywając – jak się potem dowiedziałem – do Abwehry co zdarzało się od czasu do czasu. W większości jednak wypadków pułkownik w takich przypadkach przyjmował oficerów niemieckich w swoim biurze traktując ich zresztą zawsze bardzo oficjalnie i żądając posłuchu dla jego stopnia. Nie było mowy żeby z naszym komendantem mógł rozmawiać oficer nie upoważniony przez niemieckiego gen. mjr Stengla.”

Początkowo płk. Morawski przetrzymywany był w szczecineckich koszarach, następnie przewieziono go razem z innymi aresztowanymi do karnego obozu w Policach, wg. innych wersji przebywali także krótko w Pile.(gdzie torturami usiłowano od nich wydobyć informacje o działalności konspiracyjnej i tworzeniu batalionu). W toku przeprowadzonego śledztwa płk. Wotold Morawski wziął całą winę na siebie, oświadczył, że on był dowódcą i wydawał rozkazy, a podlegli mu oficerowie są niewinni
Obóz koncentracyjny i męczeństwo
9 października 1944 r. przybył wraz z innymi oficerami i z sanitariuszem z Czarnego aspirantem Januszem Szajbo do obozu koncentracyjnego w Mauthausen. Ponieważ postawiono ich pod murem, obserwujący tę scenę więźniowie obozu sądzili, że zostaną od razy zgładzeni. Jednak po dwóch godzinach przyszedł rozkaz z Politische Abteilung o skierowaniu ich na blok. Zabrano im rzeczy osobiste. Rozebrano ich z mundurów, wykąpano i w bieliźnie więziennej wysłano na blok. Płk. Morawski otrzymał nr obozowy 107499.. Ich osadzenie w obozie wywołało akt solidarności, gdyż otrzymali od więźniów zrzutkowe ubrania i inne podarunki. Tym samym polska część Mauthausen wyraziła swoją solidarność z Armią Polską ( wg Wacława Słonimskiego ). Zatrzymanych oficerów nie skierowano jednak do pracy, co było niepokojącym symptomem.
Niemcy wykonywali już wyroki na Jego podwładnych .3 listopada 1944 r. w dalekim Szczecinie powieszono może najbardziej tragiczną ofiarę w tragedii „Odry” feldfebla Ernsta Heim. W cywilu był mazurskim leśnikiem wojna rzuciła go jako podoficera – kancelistę Abwehry do Gross Born. Możliwe ,że jego przełożeni tego nie wiedzieli , ale mówił ( słabo ) po polsku i ze względu na pochodzenie matki czuł się Polakiem .Dlatego nic dziwnego ,że solidaryzował się z jeńcami. Pomagał im jak umiał aż zaangażował się w obozową konspirację. Wysyłał nieocenzurowane listy oraz paczki zawierające różne ważne materiały .Informował o wszelkich niemieckich telegramach ,zarządzeniach i rozkazach. Dostarczył radiowe części z których zmontowano odbiornik. Organizował punkty kontaktowe i był stałym łącznikiem z światem zewnętrznym. Dostarczał dla konspiracyjnego dowództwa plany tzw „stref śmierci” i dokładne mapy sztabowe które w ciągu jednej nocy kopiowano. Aresztowano go prawie równocześnie z pierwszymi zatrzymanymi oficerami . Zakutego w kajdanki prowadzono podczas obozowego apelu, miał wskazać współpracowników nie wydał nikogo. Juz w Szczecinie przyznał ,ze udostępnił mapy leśne na zajęcia obozowego Koła Leśników. W konsekwencji ta wiadomość dotarła do kolejnych zatrzymanych i uratowała im życie . Niestety nie Ernestowi Heim …
Obóz Mauthausen był tym, gdzie rozstrzeliwano jeńców wojennych złapanych podczas ucieczki lub przeznaczonych do likwidacji za inne „ przewinienia” .Wiedział o tym płk. Morawski, jednak dwutygodniowa przerwa w egzekucjach uspokoiła oficerów. Po tym czasie rozstrzeliwano już regularnie dwa do trzech razy w tygodniu.
Pułkownik przeczuwał nadchodzącą śmierć .W tych dniach „wyczekiwania” często w rozmowach z swoim przyjacielem ,też więźniem obozu ,Stefanem Badeni wspominał zmarłą matkę . Pewnego dnia do kancelarii ( Schreibstuby) bloku 19 nadeszło zarządzenie z oddziału politycznego obozu, by na placu więziennym przy krematorium 9.11.1944 r. o godz.13.00 postawić 4 oficerów polskich i 31 Rosjan.
. W ten dzień który okazał się dniem stracenia „płk. Morawski wezwany był do Politische Abteilung, gdzie go przesłuchiwali w sprawie prywatnej, nic ze straceniem nie mającej wspólnego, i gdzie perfidnie zaproponowano mu funkcję tłumacza języków obcych, wiedząc, że za godzinę lub dwie ma być stracony. Płk. Morawski wrócił na blok zadowolony, że w ten sposób uda mu się przetrwać obóz koncentracyjny. Tymczasem pisarz bloku, Dziarki, , zebrał naszych oficerów i oświadczył im : Panowie, musimy traktować sprawę po męsku. Komunikuję wam, mimo że tego mi czynić nie wolno, iż nadszedł z Politische Abteilung rozkaz, iż mam was odstawić za pół godziny na plac apelowy w ręce esesmanów, którzy wykonają na was egzekucję . Przebywający na bloku Polacy zebrali się razem. Franciszkanin o. Wilk – Witosławski wyspowiadał oficerów. Wszyscy pożegnali się. Oficerowie zapalili papierosy i po ostatnich pożegnalnych gestach z papierosem w ustach odeszli na plac, tam byli już inni więźniowie w tym polscy podoficerowie razem wszystkich było około osiemdziesięciu ( Wacław Słonimski ).To co później nastąpiło obserwował pisarz krematorium polski Żyd , więzień Wilhelm Ornstein

„O godz. 13.15 przyprowadzono ich na wyznaczone miejsce, na którym stali przez całą godzinę w czasie burzy i deszczu. Płk. Morawski palił jednego papierosa po drugim, a gdy mu się skończyły, wręczył mu dalsze papierosy obecny członek SS ( Blockführer). Oficerowie nie byli w mundurach, lecz w cywilnych więziennych ubraniach, które otrzymali z magazynu obozu. Zdawali sobie sprawę, że przeznaczono ich i przyprowadzono na egzekucję, którą wyznaczono na godz. 14.00. Przypuszczam, że w kancelarii bloku zostali poinformowani o celu ich wezwania. Ponieważ komendant obozu Ziereis (Franz – przyp. mój) na czas nie przybył, odprowadzono ich po godzinie z powrotem do bunkra. Po półgodzinie przyprowadzono ich ponownie na plac więzienny, na którym znowu godzinę stali i czekali. Płk. Morawski czynił w tym czasie wrażenie zdenerwowanego, nie miał już papierosów, zmieniono członka dozorującego SS (Blockführera ), który papierosów – jak poprzednik – mu nie wręczał. O godz. 16.00 rozpoczęła się egzekucja. Wezwano jako pierwszego płk. Morawskiego, po nim szli dalsi oficerowie i Rosjanie. Wszyscy musieli się przedtem rozebrać. Płk. Morawskiego wprowadzono do ubikacji krematorium, w której pozornie były ustawione przyrządy do fotografowania. Postawiono go – nago- w rogu, twarzą do ściany, za nim znajdował się aparat fotograficzny oraz jeden z obecnych wykonawców egzekucji, ikom. obozu Ziereis względnie jego zastępca .Bachmeier ( Georg – przyp. mój ). Można było z chłodni ( trupiarni) zaglądać do powyższej ubikacji, przez otwór w drzwiach, co też czyniłem, jednakże nie wiem dokładnie, który z nich stał za plecami płk. Morawskiego. Zaledwie płk. (Morawskiego )ustawiono, padł strzał z karabinka małokalibrowego, wycelowany w tył głowy. Po strzale ( pułkownik) przewrócił się. Z dwoma pomocnikami udałem się niezwłocznie na miejsce stracenia w celu zabrania zwłok do chłodni – trupiarni ( Kühlraum). Chwyciliśmy je za ręce i nogi i przenieśliśmy do chłodni, układając na podłodze cementowej pod ścianą. W tym czasie spłukano pozostałą krew i wprowadzono następnego oficera na egzekucję. Wtem wszedł Bachmeier do chłodni, chcąc sprawdzić, czy płk. Morawski istotnie już nie żyje. Strzał jednak nie był celny i śmiertelny. Na jego widok podniósł się płk. Morawski na wpół, chwycił nosze dla trupów, stojące pod ścianą, i zamierzał nimi rzucić w Bachmeiera. Jednakże sił mu nie starczyło, nosze wypadły z rąk. Bachmeier zawołał Ziereisa i w jego obecności oddał drugi strzał z tej samej broni, mierząc i trafiając w płuca. Drugi strzał też nie był śmiertelny. Płk. Morawski pozostał – pomimo drugiego strzału – w pozycji na wpół podniesionej, siedzącej, opierając się plecami o ścianę. W ubikacji sąsiedniej odbywała się dalsza egzekucja. Po zastrzeleniu następnego oficera wrócił Bachmeier ponownie do chłodni w celu upewnienia się o śmierci drugiej ofiary egzekucji, którą przynieśliśmy do trupiarni. Razem z nim przybył Ziereis i lekarz. Płk. Morawski jeszcze żył. Gdy to zauważyli, strzelali do niego równocześnie – Ziereis z rewolweru, Bachmeier z karabinka. Strzały trafiły w głowę i szyję. Dopiero wówczas spowodowały śmierć płk. Morawskiego. Egzekucja jego – od 1 do 4 strzału – trwała zatem 3 do 5 minut.”

Po jakiejś półtorej godzinie cała eskorta esesmańska opuściła krematorium, a w obozie zapanowała żałoba .Ciała płk dypl. Witolda Morawskiego, wbrew temu co podaje literatura, nie spalono od razu. Pozostał w krematoryjnej trupiarni jeszcze do dnia następnego. W obozowej księdze śmierci egzekucja Pułkownika odnotowana jest pod nr 4822 .Główny kat Generała ,komendant Mauthausen SS – Standartenführer Franz Ziereis został podczas próby ucieczki w maju 1945 r. postrzelony przez Amerykanów, w wyniku odniesionych ran zmarł w szpitalu w Gusen. Byli więźniowie wywlekli jego trupa i powiesili go na drutach kolczastych obozu.
W uznaniu męstwa za całokształt działalności w okresie obozowej konspiracji Płk Witold Dzierżykraj – Morawski został odznaczony krzyżem Orderu Virtuti Militarii IV kl. Uprzednio odznaczony był także Krzyżem Virtuti Militari V kl., Krzyżem Niepodległości, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, czterokrotnie Krzyżem Walecznych. W Święto Niepodległości 1961 r. Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych w Londynie awansował pośmiertnie płk Morawskiego do stopnia generała brygady

Opracował; mjr Andrzej Szutowicz

Autor składa serdeczne podziękowania dyrektorowi Miejskiej Biblioteki Publicznej w Czarnem pani Grażynie Borysewicz, za udostępnienie materiałów źródłowych.

Literatura;
Marek Sadzewicz „Oflag”. s.146,149,221,244-253 PIW 2005
Józef Bohatkiewicz „Oflag II B Arnswalde” Książka i Wiedza Warszawa 1974 r.
Juliusz Pollack „Jeńcy polscy w hitlerowskiej niewoli” s.29, 51, 80, 82 -86, 97, 129, 146, 157, 174 ,226.Wyd. MON 1982 r.
Gracjan Bojar- Fijałkowski „Losy jeńców wojennych na Pomorzu Zachodnim i w Meklemburgii 1939-1945” s.8, 103, 116, 202, 203, 262, 263, 265, 266. Wyd. MON 1979 r.
Praca Zbiorowa ; „Miejsca pamięci narodowej pomniki idei niepodległościowych” s.75-86 Wyd. Wojewódzki KOPWiM Koszalin 1998 r
A. Toczewski „Okoliczności zamordowania płk dypl. .Witolda Dzierżykraja Morawskiego w obozie koncentracyjnym Mauthausen WIH Nr 2 1992 s.196-200
Tadeusz Kryska – Karski ,Stanisław Żurakowski „Generałowie Polski niepodległej”. S.90 Wyd. Editions Spotkania 1991 r.
A.Czechowicz ,T.Gasztold ; „Hitlerowskie prześladowania Polaków na Pomorzu Zachodnim 1939 – 1945” s. 229-231,237. Wyd. OKBZH Koszalin 1994 r.
Dwornik Leonard; Generał Witold Morawski. Historia Gminy Krzemienieckiej www.klasaa.net; Dwornik Leonard; Witold Morawski – powstaniec z Oporowa
(biogram wojskowy). Historia Gminy Krzemienieckiej. www.klasaa.net
Dwornik Leonard ;Witold Morawski – Ostatni właściciel Oporowa
( biogram genealogiczny ) Historia Gminy Krzemienieckiej. www.klasaa.net;
Henryk Paweł Kosk „Generalicja Polska” t II, s. 43. Wyd. Pruszków 2001
Jerzy Jakubowicz „Generał Witold Morawski ( 1895 – 1944)” Forum Polonijne Nr 7 / 2005

 

Fot.źr.Gracjan Bojar - Fijałkowski
Fot.źr.Gracjan Bojar – Fijałkowski
Rys.Czesław Andrysiak
Rys.Czesław Andrysiak
Fot.źr.J.Pollack.
Fot.źr.J.Pollack.
Fot.L.Dwornik www.klasaa net.W.Morawski w mundurze niemieckiego oficera z lat Wielkiej Wojny.
Fot.L.Dwornik www.klasaa net.W.Morawski w mundurze niemieckiego oficera z lat Wielkiej Wojny.
 Fot Forum Polonijne 7/2005.
Fot Forum Polonijne 7/2005.