Listopad 5

JAK ZGINĄŁ NAJSTARSZY OBOZU ARNSWALDE II

Witold Józef Dzierżykraj-Morawski (ur. 27.03.1895 — zamordowany 9.11.1944), pułkownik dyplomowany kawalerii/pośm. generał brygady WP. Bohater Pomorza. Potomek wielce zasłużonego dla Polski rodu. Ziemianin. Uczestnik powstania wielkopolskie­go, wojen; 1920 r. oraz 1939 r. Następnie w niemieckiej niewoli. Po karnym przeniesieniu z Oflagu II C Woldenberg do obozu w Choszcznie starszy Oflagu Arnswalde II B, funkcję tę sprawował od 28.09.1941 r. do 14.05 1942 r. Zreformował obozową konspirację, czynnie uczestniczył w jenieckiej działalności literackiej. Po przeniesieniu polskich oficerów do Oflagu Gross Born II D również starszy tego obozu. Organizator życia kulturalnego i faktyczny dowódca ruchu oporu w tych obozach. Dowódca działającej na Pomorzu konspiracyjnej Polskiej Organizacji Wojskowej „Odra”, która skupiała robotników przymusowych, jeńców wojennych, autochtonów. Prowadziła działalność wywiadowczą, dywersyjną, propagandową na terenie od Słupska do Szczecina.
Dekonspiracja i aresztowanie
Niemcy podejrzewali Oflag II D Gross Born o zorganizowaną działalność konspiracyjną.
W połowie 1944 r. nastąpiła katastrofa. Wg jednej z wersji przyczyną jej była zdrada byłego sekretarza Związku Polaków w Sobocie. Otóż wskazał on Niemcom pracującego w szczecineckim młynie bosmana Jerzego Kąkola, jako łącznika organizacji. Pewnego dnia przejeżdżający wozem z chlebem dla obozu żołnierze polscy przywieźli dla bosmana Kąkola przesyłkę papierosów. Ponieważ Kąkola nie było, przesyłkę tę zobowiązał się dostarczyć mężczyzna z naszytą literą „ P”. Żołnierze zaufali mu i zostawili papierosy. Nieznajomy okazał się niemieckim agentem ( lub osobistym wrogiem bosmana który paląc papierosa zauważył zapisaną kartkę). Gestapo sprawdziło wszystkie pojedyncze sztuki papierosów i znaleziono dyrektywy dla placówek „ Odry” związane z wybuchem Powstania Warszawskiego. (inna wersja mówi ,że dokumenty konspiracyjne znaleziono w koszu mleczarni w Szczecinku). Był to niezbity dowód na istnienie organizacji z jej ośrodkiem dyspozycyjnym w Oflagu II D. Aresztowano blisko 200 osób, ocalał tylko ośrodek w Czarnem. We wrześniu 1944 roku rozpoczęto aresztowania w oflagu. 7 września 1944 r. płk Morawski został wezwany do komendy obozu, tam został przekazany przybyłym funkcjonariuszom gestapo. Razem z nim aresztowano mjr Wiesława Hołubskiego mjr Bronisława Wandycza i por. Eugeniusza Kloca. Mimo protestów najstarszego rangą polskiego jeńca gen. bryg. Kmicica Skrzyńskiego komendant obozu gen. mjr Stengl był bezradny, gdyż otrzymał rozkaz o wydaniu jeńców z Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu.
Istnieje także wersja, krążąca wśród oficerów, jeńców oflagów, że z pułkownikiem Morawskim kontaktowali się oficerowie niemieccy, członkowie spisku na życie Adolfa Hitlera. Zamach z 20.07.1944 r. nie udał się, a jego inicjatorzy zostali straceni. Aresztowanie pułkownika Morawskiego wiązano z ewentualną zdradą któregoś z uczestników spisku.
W oficjalnych opracowaniach historycznych brak jest potwierdzenia tej wersji wydarzeń. Zatrzymanie przełożonego tak zapamiętał jeden z jeńców: „Z miejsca, w którym siedzimy, widoczny jest dobrze barak dowództwa, dokąd udał się płk. Dzierżykraj. Teraz zauważyliśmy, że do baraku dowództwa wszedł żołnierz z abwehry. Wkrótce wyszedł. Za nim Dzierżykraj, dopinając po drodze mundur i pas. Widocznie wezwano go do generała niemieckiego. Po upływie kilku minut zjawili się znowu dwaj żołnierze niemieccy. Weszli do mieszkania pułkownika. Wkrótce wyszli, niosąc jakieś walizki…Za bramą stał kryty samochód. Przy samochodzie mundury SS i gestapo.”(M. Sadzewicz) Inny jeniec plut. Stanisław Paprzycki także wspominał to wydarzenie;

”Widziałem jak płk Witold Morawski szedł w towarzystwie dwóch oficerów niemieckich do wartowni. Po kilku minutach. w towarzystwie tych samych oficerów wsiadł do samochodu i odjechał. Ostatni raz wtedy widziałem naszego starszego obozu, wspaniałego człowieka, bezkompromisowego jeśli chodzi o dochodzenie słusznych praw jenieckich i gorącego patrioty. Pułkownik jak zwykle miał wyraz twarzy pewny a swoją wysoką sylwetką, górował nad swoimi prześladowcami. Kiedy przechodził obok nas widziałem jednak na jego twarzy rzadko pojawiający się grymas zakłopotania. Zdawał widocznie sobie sprawę z tego, że dokonane właśnie jego aresztowanie wynika z posiadania przez Niemców poważnych dowodów obciążających zarówno jego samego jak organizację, którą kierował przez kilka lat. Za chwilę dostrzegłem, że na zewnątrz obóz był już otoczony wzmocnionymi posterunkami…”

” Niemcy widocznie spodziewali się oporu przy aresztowaniu pułkownika. Dlatego wzięli go podstępnie nie oświadczając, że jest aresztowany lecz wzywając – jak się potem dowiedziałem – do Abwehry co zdarzało się od czasu do czasu. W większości jednak wypadków pułkownik w takich przypadkach przyjmował oficerów niemieckich w swoim biurze traktując ich zresztą zawsze bardzo oficjalnie i żądając posłuchu dla jego stopnia. Nie było mowy żeby z naszym komendantem mógł rozmawiać oficer nie upoważniony przez niemieckiego gen. mjr Stengla.”

Początkowo płk. Morawski przetrzymywany był w szczecineckich koszarach, następnie przewieziono go razem z innymi aresztowanymi do karnego obozu w Policach, wg. innych wersji przebywali także krótko w Pile. (gdzie torturami usiłowano od nich wydobyć informacje o działalności konspiracyjnej i tworzeniu batalionu).
W toku przeprowadzonego śledztwa płk. Witold Morawski wziął całą winę na siebie, oświadczył, że on był dowódcą i wydawał rozkazy, a podlegli mu oficerowie są niewinni.
Obóz koncentracyjny i męczeństwo
9 października 1944 r. przybył wraz z innymi oficerami i z sanitariuszem z Czarnego aspirantem Januszem Szajbo do obozu koncentracyjnego w Mauthausen. Ponieważ postawiono ich pod murem, obserwujący tę scenę więźniowie obozu sądzili, że zostaną od razy zgładzeni. Jednak po dwóch godzinach przyszedł rozkaz z Politische Abteilung o skierowaniu ich na blok. Zabrano im rzeczy osobiste. Rozebrano ich z mundurów, wykąpano i w bieliźnie więziennej wysłano na blok. Płk. Morawski otrzymał nr obozowy 107499. Ich osadzenie w obozie wywołało akt solidarności, gdyż otrzymali od więźniów zrzutkowe ubrania i inne podarunki. Tym samym polska część Mauthausen wyraziła swoją solidarność z Armią Polską (wg Wacława Słonimskiego). Zatrzymanych oficerów nie skierowano jednak do pracy, co było niepokojącym symptomem.
Niemcy wykonywali już wyroki na Jego podwładnych. 3 listopada 1944 r. w dalekim Szczecinie powieszono może najbardziej tragiczną ofiarę w tragedii „Odry” feldfebla Ernsta Heim. W cywilu był mazurskim leśnikiem wojna rzuciła go jako podoficera – kancelistę Abwehry do Gross Born. Możliwe, że jego przełożeni tego nie wiedzieli, ale mówił (słabo) po polsku i ze względu na pochodzenie matki czuł się Polakiem. Dlatego nic dziwnego, że solidaryzował się z jeńcami. Pomagał im jak umiał aż zaangażowa paczki zawierające różne ważne materiały. Informował o wszelkich niemieckich telegramach, zarządzeniach i rozkazach. Dostarczył radiowe części z których zmontowano odbiornik. Organizował punkty kontaktowe i był stałym łącznikiem z światem zewnętrznym. Dostarczał dla konspiracyjnego dowództwa plany tzw „stref śmierci” i dokładne mapy sztabowe które w ciągu jednej nocy kopiowano.
Aresztowano go prawie równocześnie z pierwszymi zatrzymanymi oficerami. Zakutego w kajdanki prowadzono podczas obozowego apelu, miał wskazać współpracowników nie wydał nikogo. Juz w Szczecinie przyznał, że udostępnił mapy leśne na zajęcia obozowego Koła Leśników. W konsekwencji ta wiadomość dotarła do kolejnych zatrzymanych i uratowała im życie. Niestety nie Ernestowi Heim.
Obóz Mauthausen był tym, gdzie rozstrzeliwano jeńców wojennych złapanych podczas ucieczki lub przeznaczonych do likwidacji za inne „ przewinienia” .Wiedział o tym płk. Morawski, jednak dwutygodniowa przerwa w egzekucjach uspokoiła oficerów. Po tym czasie rozstrzeliwano już regularnie dwa do trzech razy w tygodniu.
Pułkownik przeczuwał nadchodzącą śmierć. W tych dniach „wyczekiwania” często w rozmowach z swoim przyjacielem, też więźniem obozu, Stefanem Badeni wspominał zmarłą matkę.
Pewnego dnia do kancelarii (Schreibstuby) bloku 19 nadeszło zarządzenie z oddziału politycznego obozu, by na placu więziennym przy krematorium 9.11.1944 r. o godz.13.00 postawić 4 oficerów polskich i 31 Rosjan.
W ten dzień który okazał się dniem stracenia „płk. Morawski wezwany był do Politische Abteilung, gdzie go przesłuchiwali w sprawie prywatnej, nic ze straceniem nie mającej wspólnego, i gdzie perfidnie zaproponowano mu funkcję tłumacza języków obcych, wiedząc, że za godzinę lub dwie ma być stracony. Płk. Morawski wrócił na blok zadowolony, że w ten sposób uda mu się przetrwać obóz koncentracyjny. Tymczasem pisarz bloku, Dziarski, zebrał naszych oficerów i oświadczył im: Panowie, musimy traktować sprawę po męsku. Komunikuję wam, mimo że tego mi czynić nie wolno, iż nadszedł z Politische Abteilung rozkaz, iż mam was odstawić za pół godziny na plac apelowy w ręce esesmanów, którzy wykonają na was egzekucję . Przebywający na bloku Polacy zebrali się razem. Franciszkanin o. Wilk – Witosławski wyspowiadał oficerów. Wszyscy pożegnali się. Oficerowie zapalili papierosy i po ostatnich pożegnalnych gestach z papierosem w ustach odeszli na plac, tam byli już inni więźniowie w tym polscy podoficerowie razem wszystkich było około osiemdziesięciu (Wacław Słonimski).To co później nastąpiło obserwował pisarz krematorium polski Żyd, więzień Wilhelm Ornstein
„O godz. 13.15 przyprowadzono ich na wyznaczone miejsce, na którym stali przez całą godzinę w czasie burzy i deszczu. Płk. Morawski palił jednego papierosa po drugim, a gdy mu się skończyły, wręczył mu dalsze papierosy obecny członek SS (Blockführer). Oficerowie nie byli w mundurach, lecz w cywilnych więziennych ubraniach, które otrzymali z magazynu obozu. Zdawali sobie sprawę, że przeznaczono ich i przyprowadzono na egzekucję, którą wyznaczono na godz. 14.00. Przypuszczam, że w kancelarii bloku zostali poinformowani o celu ich wezwania. Ponieważ komendant obozu Ziereis (Franz – przyp. mój) na czas nie przybył, odprowadzono ich po godzinie z powrotem do bunkra. Po półgodzinie przyprowadzono ich ponownie na plac więzienny, na którym znowu godzinę stali i czekali. Płk. Morawski czynił w tym czasie wrażenie zdenerwowanego, nie miał już papierosów, zmieniono członka dozorującego SS (Blockführera ), który papierosów – jak poprzednik – mu nie wręczał. O godz. 16.00 rozpoczęła się egzekucja. Wezwano jako pierwszego płk. Morawskiego, po nim szli dalsi oficerowie i Rosjanie. Wszyscy musieli się przedtem rozebrać. Płk. Morawskiego wprowadzono do ubikacji krematorium, w której pozornie były ustawione przyrządy do fotografowania. Postawiono go – nago- w rogu, twarzą do ściany, za nim znajdował się aparat fotograficzny oraz jeden z obecnych wykonawców egzekucji, ikom. obozu Ziereis względnie jego zastępca .Bachmeier (Georg – przyp. mój ). Można było z chłodni (trupiarni) zaglądać do powyższej ubikacji, przez otwór w drzwiach, co też czyniłem, jednakże nie wiem dokładnie, który z nich stał za plecami płk. Morawskiego. Zaledwie płk. (Morawskiego )ustawiono, padł strzał z karabinka małokalibrowego, wycelowany w tył głowy. Po strzale (pułkownik) przewrócił się. Z dwoma pomocnikami udałem się niezwłocznie na miejsce stracenia w celu zabrania zwłok do chłodni – trupiarni (Kühlraum). Chwyciliśmy je za ręce i nogi i przenieśliśmy do chłodni, układając na podłodze cementowej pod ścianą. W tym czasie spłukano pozostałą krew i wprowadzono następnego oficera na egzekucję. Wtem wszedł Bachmeier do chłodni, chcąc sprawdzić, czy płk. Morawski istotnie już nie żyje. Strzał jednak nie był celny i śmiertelny. Na jego widok podniósł się płk. Morawski na wpół, chwycił nosze dla trupów, stojące pod ścianą, i zamierzał nimi rzucić w Bachmeiera. Jednakże sił mu nie starczyło, nosze wypadły z rąk. Bachmeier zawołał Ziereisa i w jego obecności oddał drugi strzał z tej samej broni, mierząc i trafiając w płuca. Drugi strzał też nie był śmiertelny. Płk. Morawski pozostał – pomimo drugiego strzału – w pozycji na wpół podniesionej, siedzącej, opierając się plecami o ścianę. W ubikacji sąsiedniej odbywała się dalsza egzekucja. Po zastrzeleniu następnego oficera wrócił Bachmeier ponownie do chłodni w celu upewnienia się o śmierci drugiej ofiary egzekucji, którą przynieśliśmy do trupiarni. Razem z nim przybył Ziereis i lekarz. Płk. Morawski jeszcze żył. Gdy to zauważyli, strzelali do niego równocześnie – Ziereis z rewolweru, Bachmeier z karabinka. Strzały trafiły w głowę i szyję. Dopiero wówczas spowodowały śmierć płk. Morawskiego. Egzekucja jego – od 1 do 4 strzału – trwała zatem 3 do 5 minut.
Po jakiejś półtorej godzinie cała eskorta esesmańska opuściła krematorium, a w obozie zapanowała żałoba.Ciała płk dypl. Witolda Morawskiego, wbrew temu co podaje literatura, nie spalono od razu. Pozostał w krematoryjnej trupiarni jeszcze do dnia następnego. W obozowej księdze śmierci egzekucja Pułkownika odnotowana jest pod nr 4822. Główny kat Generała, komendant Mauthausen SS – Standartenführer Franz Ziereis został podczas próby ucieczki w maju 1945 r. postrzelony przez Amerykanów, w wyniku odniesionych ran zmarł w szpitalu w Gusen. Byli więźniowie wywlekli jego trupa i powiesili na drutach kolczastych obozu.
W uznaniu męstwa za całokształt działalności w okresie obozowej konspiracji Płk. Morawski został odznaczony krzyżem Orderu Virtuti Militarii IV kl. Uprzednio odznaczony był także Krzyżem Virtuti Militari V kl., Krzyżem Niepodległości, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, czterokrotnie Krzyżem Walecznych.
W Święto Niepodległości 1961 r. Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych w Londynie awansował pośmiertnie płk Morawskiego do stopnia generała brygady.

Opracował: mjr Andrzej Szutowicz
Stowarzyszenie Saperów Polskich Drawno

Literatura:
Marek Sadzewicz, Oflag, s.146,149,221,244-253 PIW 2005
Józef Bohatkiewicz, Oflag II B Arnswalde, Książka i Wiedza Warszawa 1974 r.
Juliusz Pollack, Jeńcy polscy w hitlerowskiej niewoli, s.29, 51, 80, 82 -86, 97, 129, 146, 157, 174 ,226.Wyd. MON 1982 r.
Gracjan Bojar- Fijałkowski, Losy jeńców wojennych na Pomorzu Zachodnim i w Meklemburgii 1939-1945, s.8, 103, 116, 202, 203, 262, 263, 265, 266. Wyd.MON 1979 r.
Praca Zbiorowa, Miejsca pamięci narodowej pomniki idei niepodległościowych, s.75-86 Wyd. Wojewódzki KOPWiM Koszalin 1998 r
A. Toczewski „Okoliczności zamordowania płk dypl. .Witolda Dzierżykraja
Morawskiego w obozie koncentracyjnym Mauthausen WIH Nr 2 1992 s.196-200
Tadeusz Kryska – Karski, Stanisław Żurakowski, Generałowie Polski niepodległej, s.90 Wyd.
Editions Spotkania 1991 r.
A.Czechowicz ,T.Gasztold, Hitlerowskie prześladowania Polaków na Pomorzu Zachodnim 1939 – 1945, s. 229-231,237. Wyd. OKBZH Koszalin 1994 r.
Dwornik Leonard; Generał Witold Morawski. Historia Gminy Krzemienieckiej www.klasaa.net; Dwornik Leonard; Witold Morawski – powstaniec z Oporowa.
(biogram wojskowy), Historia Gminy Krzemienieckiej. www.klasaa.net
Dwornik Leonard ;Witold Morawski – Ostatni właściciel Oporowa
(biogram genealogiczny) Historia Gminy Krzemienieckiej. www.klasaa.net;
Henryk Paweł Kosk „Generalicja Polska” t II, s. 43. Wyd. Pruszków 2001
Jerzy Jakubowicz „Generał Witold Morawski ( 1895 – 1944),
Forum Polonijne Nr 7 / 2005

Fot.źr.Gracjan Bojar - Fijałkowski
Fot.źr.Gracjan Bojar – Fijałkowski
Rys.Czesław Andrysiak
Rys.Czesław Andrysiak
Fot.źr.J.Pollack.
Fot.źr.J.Pollack.
 Fot Forum Polonijne 7/2005.
Fot Forum Polonijne 7/2005.
Fot.L.Dwornik www.klasaa net.W.Morawski w mundurze niemieckiego oficera z lat Wielkiej Wojny.
Fot.L.Dwornik www.klasaa net.W.Morawski w mundurze niemieckiego oficera z lat Wielkiej Wojny.